Czarci Ostrów

Wyspa ta wznosi się 12 m ponad wodami jeziora. Położona w odległości około 7 km od śluzy w Karwiku na Kanale Jeglińskim i niespełna 1,5 km od zachodniego brzegu jeziora, gdzie zaczyna się kompleks Puszczy Piskiej. Wyspa zbudowana jest z gliny, piasków, żwiru i głazów granitowych jej długość to około 350 m, a szerokość 200 m. Wyspę porasta starodrzew, głównie sosna.


Wyspa przykuła swą uwagę jako miejsce strategiczne w 1784 roku. Fryderyk II (Wielki) wydał polecenie zaadoptowania wyspy pod ufortyfikowane magazyny. Wygląd wyspy zmienił się znacznie, usypano wały ziemne, wybudowane szańce pod armaty. Wybudowano port którym dostarczano zaopatrzenie na potrzeby załogi nowo powstałego fortu. W centralnej części wybudowano dwa 2 piętrowe magazyny, dalej znajdował budynek koszar , obok latryna. Fort Lyck był praktycznie samowystarczalny, zapasy zgromadzone w magazynach zapewniały długotrwałe zapotrzebowanie dla załogi fortu. Na terenie fortu znajdował się budynek piekarni, pralnia. Między szańcami znajdował się ogródek uprawiany przez załogę na własne potrzeby. W bezpiecznej odległości od budynków koszarowych na północno wschodnim krańcu wyspy znajdował się magazyn prochowy oraz laboratorium. Fort Lyck pełnił prawdopodobnie funkcje placówki doświadczalnej dla artylerii. Ponieważ jako fort de facto nie miał większego znaczenia.


Legenda wyspy

Według starej mazurskiej legendy, Czarci Ostrów zamieszkują złe moce, a wyspa kryje zakopane diabelskie skarby.


Pewnego razu, kiedy rybak Trojan wybrał się na połów w okolice Czarciego Ostrowiu, zaatakowała go czarna łapa z pazurami. Jedynie modlitwa uchroniła rybaka przed rozbiciem o głazy. Trojan był jednak odważnym człowiekiem i zamiast poprzestać na jednorazowym kontakcie ze złymi mocami, wybrał się na wyspę, aby zagarnąć diabelskie skarby. Kiedy już niemal miał w rękach skrzynie pełne klejnotów, rzucił się na niego olbrzymi niedźwiedź. Rybak usiłował uciekać wpław, ale znana mu już czarna łapa wciągnęła go w wodną otchłań.

Ludzie mawiają, że Czarci Ostrów długo jeszcze potem rozbrzmiewał diabelskim śmiechem, a z całych Mazur nadlatywały nad wyspę wiedźmy.


Pamiętajmy że to tylko legenda :)